Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Porwit. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Porwit. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 sierpnia 2014

Jahve bliski skandalicznie - wywiad ze świętym Józefem.


Maryja - Twoja oblubienica. Miłość od pierwszego wejrzenia?
Chyba nie od pierwszego wejrzenia. Maryja, hm... Wiedziałem, że z Nią mogę budować prawdziwe szczęście. Bardzo szybko staliśmy sie sobie bliscy. To chyba za sprawą Jahve. To znaczy - bardzo pragnąłem żyć według Prawa. To wyniosłem z domu. W tradycji mojej rodziny przywiązywano ogromną uwagę do obietnicy, jaką Bóg dał Naszemu Narodowi. Wybranie było naszą drogą. Wiedziałem, że mogę być szczęśliwy jedynie z kobietą, która będzie pragnęła tego samego – wierności wobec wybrania. Nie znałem bardziej pobożnej i mądrej niewiasty. Na początku pociągała mnie Jej prawość tzn. prawowierność. Wiele też dobrego słyszałem o jej rodzinie. Dopiero z czasem coraz bardziej zaczęła mnie intrygować jej dyskretna uroda i osobisty wdzięk, który trudno opisać. Miałem wrażenie, że nosiła w sobie tajemnicę. Stawała się dla mnie coraz bardziej intrygująca. Zawsze pełna szacunku i delikatności. Dopiero po zaręczynach odkryłem Jej szaloną miłość do życia i Tego, który daje życie – Stworzyciela.

Rzeczywiście byłeś gotów ją oddalić? Zrobiłbyś to gdyby nie sen? Skąd wiedziałeś, że przesłanie pochodzi od Boga, a nie z Twojej podświadomości?
Tak, na początku byłem kompletnie skołowany. Co miałem robić? Jedynie w tym widziałem słuszną drogę. Jednak w całym tym zamieszaniu Maryja miała w sobie taki pokój, że mój osąd szybko wydał mi się absurdem. Miałem wrażenie, że nie dorastam do tego co się wydarzyło. To raczej była chęć mojej ucieczki niż pragnienie, aby Ją oddalić. Dużo rozmawialiśmy i modliliśmy się. To mnie zaczęło powoli otwierać na światło, z którym dopiero później przyszedł do mnie Anioł.

Zanim pojawiła się w Twoim życiu Maryja i mały Jezus na pewno miałeś swoje marzenia, plany? Czy żałowałeś kiedykolwiek, że nie udało Ci się ich spełnić?
Wszystkie moje plany i marzenie spełniły się. Nawet wydarzyło się coś więcej. Nigdy nie ośmieliłbym się oczekiwać, że mój syn (o czym byli przeświadczeni wszyscy wokół) stanie się rabbim - nauczycielem. Był bardzo zdolny. Szybko zdałem sobie sprawę, że nie będzie żył z ciesielki, choć fach ten opanował dosyć dobrze.

Czas rozproszył wątpliwości, czy towarzyszyły Ci zawsze?
Były momenty zagubienia, ale nie nazwałbym ich wątpliwościami. Serdeczna i oddana miłość Maryi była najprostszą odpowiedzią i zapewnieniem Boga, jakie mógłbym kiedykolwiek otrzymać.

Myślałeś kiedykolwiek o sobie jako o pierwszym Chrześcijaninie?
A kto to jest chrześcijanin? Nigdy nie słyszałem o kimś takim.

No wiesz… Osoba uznająca Jezusa za swojego Zbawiciela. Ty, Maryja, Elżbieta – byliście pierwsi.
Czyli fan club mojego - jak mniemano, Syna?
Wiem tylko tyle, że wraz z pojawieniem sie Jezusa zaczęło się coś nowego? Mesjasz pozwolił mi zrozumieć historie mojego Narodu, zrozumiałem na czym polega wybranie no i to niebywałe doświadczenie: Pisma, Tora, Prorocy wszystko w jednej Osobie. Jahve stał się tak skandalicznie bliski. Przemówił do mnie spojrzeniem, głosem, uśmiechem, radością, zamyśleniem, zmęczeniem, prostotą i tajemnicą Syna Człowieczego. Bardziej sugestywnie już się nie dało! Jahve jest nieprzewidywalny. Kiedyś podzieliłem się z Maryją spostrzeżeniem, że obecność Jezusa w przedziwny sposób dała mi głębsze poznanie siebie. Jakbym się przeglądał w Jego spojrzeniu. On mnie rozumiał lepiej niż ja sam siebie. W Jego obecności doświadczyłem siebie tak, jak nigdy. Rozpoznałem się w Nim, rozpoznałem się też w dziejach mojego Narodu. Maryja powiedziała mi wtedy, że też tak ma i że czuje się podobnie, że odkąd pojawił się Jezus, Izrael stał się nam tak bardzo bliski i drogi – jakbyśmy Jego dzieje przeżywali w sobie. Niebywałe! Ale wracając do pytania - nie określiłbym siebie wtedy jako chrześcijanina. Byłem po porostu wierzącym. Poza tym dobrze, iż umarłem przed Jego publiczną działalnością, bo to co mówił byłoby dla mnie bulwersujące. Dziś natomiast Jego słowa są światłem dla mych stóp. Zatem, zdecydowanie jestem członkiem tego fan clubu. Dodam honorowym, bo przecież świętym.

Do kogo w Twoim domu należało ostatnie słowo?
W Izraelu głęboko wierzymy w charyzmat ojca. To jest dar Jahve, gdy mężczyzna staje się odpowiedzialny za swoją rodzinę. To znaczy jest głową rodziny. Nawet jeżeli to jest Święta Rodzina. To daje wszystkim bezpieczeństwo i oparcie. Ojciec – mężczyzna ma ostatnie słowo, dlatego, że ci których kocha i których Bóg mu powierzył bardzo tego potrzebują.

Czy Jezus traktował Cie jak ojca – radził się, zwierzał, pytał o zdanie?
Oj tak. Byłem dla Niego autorytetem, pomimo tego, że tajemnica Jego Osoby przerastała mnie. Jednak nasze życie rodzinne było bardzo normalne.

Jezus jako dziecko – był rozrabiaką i urwisem, czy od początku posiadał cechy zbawiciela?
Był tak ciekawy świata, że gdy tylko nauczył się chodzić zaraz podejmował niezliczone ekspedycje i wymykał się naszym oczom. Często nam się gubił. Wystarczyła chwila nieuwagi i już gdzieś znikał. Niejednokrotnie zdarzyło się, że zanim zauważyliśmy Jego zniknięcie, przyprowadzali go nasi sąsiedzi lub znajomi. Szybko jednak z tego wyrósł. Ostatni raz to było – pamiętam, gdy pielgrzymowaliśmy do Jerozolimy. Jezus miał wtedy dwanaście lat. Od tamtego czasu już nie gubił się nam, ale zauważyłem, że umiłował chwile samotności. Dużo się modlił. Wtedy też po raz kolejny uświadomiłem sobie, że nie jestem Jego ojcem, choć emocjonalnie była między nami bardzo silna więź.

Lubił pomagać Ci w warsztacie? Był zdolnym uczniem?
Bardzo lubił rozmawiać ze mną przy pracy i zawsze się przykładał.

Jak obecnie wygląda Wasza relacja?
Jezus jest mi bardzo bliski. Mam wobec Niego wiele czułości. Jest dla mnie jak Syn. Syn, który stał się Mistrzem. Mam wobec niego czułość i troskę, a z drugiej strony głęboki respekt. To Syn Jahve.

Nie męczą Cie te wszystkie zanoszone do ciebie prośby?
Nie męczą, ale czasami śmieszą. Wyobraź sobie, że swego czasu pewien karmelita bosy poprosił mnie, abym wystrugał z niego wariata – wariata Bożego.
Tak poważnie - Jahwe w charyzmacie ojcostwa obdarował mnie ogromna troską. Bardzo interesuje się tym, co przeżywają i czego doświadczają współcześni ludzie – szczególnie mężczyźni i ojcowie. Bardzo im dopinguję i cieszę się tymi, którzy podejmują swoją rolę odważnie, mężnie i mądrze. Drażni mnie natomiast sposób, w jaki jestem przedstawiany na niektórych wizerunkach. Gdybym tak wyglądał młoda Miriam nigdy by mnie nie pokochała – jako mężczyznę.

Czego powinni nauczyć się współcześni mężczyźni?
Dziś niezwykle ważna rzecz to reality testing – kontakt z rzeczywistością. To powinno kształtować mężczyznę: wyzwania, trudności, wymagania. Największa porażka to mężczyzna matoł. Nie ma nic gorszego niż głupi facet. Zatem mniej gadać – więcej działać. Kropka!

A Król Dawid? Był Twoim przodkiem – jak do tego podchodziło się w Twojej rodzinie? Była to raczej legenda rodzinna czy istotny fakt?
Co to za pytanie? Czy ty nie szukasz zaczepki? Izrael wierzył wspominając i wspominał wierząc. Historia naszego rodu to korzeń z którego wyrastam. To dla nas święte rzeczy: prorocy, patriarchowie, królowie, sędziowie. To nurt rzeki, do której wszedł Jahwe. On razem z nami przemierza te drogę. Uważaj na słowa. Jestem hebrajczykiem!

To gdzie w tym roku na Wakacje? Egipt?
Jak to gdzie? Wybieram się do karmelitów bosych, do Czernej – na spotkanie z młodymi: 21 – 24 sierpnia. Czerna koło Krzeszowic. Sprawdziłem się jako Oblubieniec Najświętszej Maryi Panny. Sprawdziłem się jako opiekun Jezusa. Sprawdziłem się jako fachowiec – rzemieślnik. Sprawdziłem się jako Głowa Świętej Rodziny. Czas, aby sprawdzić się jako patron Spotkania Młodych ze Świętymi Karmelu. Myślę, że miło będzie powspominać nasze gody weselne i różne perypetie, które przeszliśmy z Maryją i Jezusem w trakcie ziemskiego życia. Zabiorę też mojego osiołka. Poza tym bardzo lubię duchowych synów św. Teresy od Jezusa. Robię to też ze względu na mój sentyment do niej. Ta to dopiero miała dawkę testosteronu we krwi. To ona założyła mój fan club w Kościele. Bardzo inteligentna kobieta. Nie dziwmy się - miała korzenie żydowskie.

O. Paweł Porwit OCD i Katarzyna Maciejczyk

sobota, 26 kwietnia 2014

J 20, 19-31 - Nie bądź niedowiarkiem, lecz świętym

Nasza słabość nie jest przeszkodą do świętości, choć często stanowi wymówkę krętacza. Świętość to sztuka integracji w sobie dobra i zła – tzn.: uczę się przeżywać swoją słabość i słabość innych tak, by jeszcze bardziej otworzyć się na Boga. Wtedy dotykam Jego ran i przebitego boku. 

Święci przechodzili taka samą drogę jak każdy z nas: szli przez grzech, uwikłanie, egoizm. Nie byli wydestylowani. Świętość polega na tym, że pozwalam się Bogu przemieniać przez wszystkie (dosłownie wszystkie) wydarzenia i w ten sposób staje się wierzący. 

Święci są spełnieni, bo ich życie ma jedno centrum: BOGA. Bóg chce przez każdego z nas uczynić wiele dobra - to bardzo nobilitujące, nieprawdaż? On chce nas uzdolnić do miłości, byśmy kochali tak, jak ON. On chce przez nas kochać ludzi. On chce mieć tę jedyną możliwość, aby nie inaczej, jak tylko przez twoje życie, twoją historie i twoją osobowość, objawić Swój sposób kochania. 

"Oprócz tego, że Bóg nauczy duszę miłować miłością tak czystą, wolną i bezinteresowną, jak On nas kocha, sprawi również, że dusza ukocha Go z taką siłą miłości, jak On ją kocha. Zostaje bowiem przeobrażona w Jego miłość, jak już mówiliśmy, w niej udziela jej swojej własnej mocy, przez którą może Go ona miłować. Czyli daje jej jakby instrument do rąk i naucza ją, jak się z nim ma obchodzić, a czyniąc to pospołu z nią uczy ją miłować, dając jej odpowiednie uzdolnienie do tej miłości." /św. Jan od Krzyża, PD 38, 4./

o.Paweł Porwit OCD

sobota, 5 kwietnia 2014

V NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU - J 11, 1 - 45

          Dzisiejszy fragment to Ewangelia
o przyjaźni, która daje życie. Łazarz zostaje wezwany do życia potężnym, boskim rozkazem przyjaciela: "Łazarzu wyjdź na zewnątrz!"

          Gdy poznałem Teresę od Jezusa, dałem się wciągnąć w pewną grę. Odkryłem własny sposób modlitwy. Pośród rozproszeń doświadczam, że modlitwa wewnętrzna to najlepszy komentarz do codzienności życia. Dopiero tam zaczynam rozumieć własną historię. Tam jest życie, które ratuje mnie od powierzchowności.
I choć często moja modlitwa jest nieidealna (ślizgam się po powierzchni i gmatwam pośród szczegółów), to jednak każde szukanie Boga kształtuje mnie od wewnątrz.

Paweł Porwit OCD